Finisz!

Przed nami ostatnia kolejka bieżących rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy. Osobiście nie pamiętam, kiedy w czołówce tabeli był taki ścisk. Mało tego, aż cztery drużyny mają wciąż realne szanse na zdobycie upragnionego tytułu Mistrza Polski. Wielu ekspertów, fachowców i pseudoznawców naszego futbolu permanentnie narzeka na poziom ligowych rozgrywek, ale chyba każdy musi się zgodzić z faktem, że dawno nie było w nich tak ciekawie i emocjonująco. Głównie z powodu wciąż zmieniającej się sytuacji na samym szczycie tabeli.

Po pierwszej rundzie i dwóch kolejkach rundy rewanżowej rozegranych jeszcze w poprzednim roku wielu upatrywało mistrza w drużynie ówczesnego lidera - Śląska Wrocław, który z bezpieczną, kilkupunktową przewagą spoglądał z góry na resztę stawki. Trener Leńczyk mówił w tamtym czasie głośno przed wznowieniem rozgrywek, że jeśli Śląsk nie zdobędzie mistrzostwa to będzie to niespodzianka i spore rozczarowanie.

Pomyślałem sobie wówczas, że albo jest on bardzo pewny siebie i drużyny, którą prowadzi albo mówi tak po to, by wzbudzić respekt u rywali i wypracować tzw. przewagę psychologiczną. Albo też kompletnie nie zna się na piłce, co zresztą wyraźnie sugeruje w swojej książce "Spalony" Andrzej Iwan. Na potwierdzenie tych słów Śląsk Lenczyka całą rundę rozczarowywał i męczył kibiców swoją grą. Mimo tego, jakimś cudem znów jest na czele i jeśli tylko wygra z Wisłą w Krakowie, bez oglądania się na inne wyniki zdobędzie tytuł.

Jeśli tak się stanie to główna zasługa przypadnie tutaj Legii, która w kilku ostatnich kolejkach potrafiła wygrać jedynie ze swoim, o dziwo, najgroźniejszym wówczas rywalem do zdobycia tytułu - moim ukochanym Ruchem Chorzów. Wydawać by się mogło, że po rozbiciu tegoż Ruchu w finale Pucharu Polski Legia wszystko ma w swoich nogach i głowach, ale rzeczywistość okazała się brutalna dla warszawian.

Remis z Jagą u siebie, oraz porażka w Gdańsku zepchnęła "Wojskowych" aż na czwartą pozycję i są spore szanse na to, że zostaną oni bez żadnego medalu - o ile pierwsza trójka wygra jutro swoje mecze.No właśnie, jeśli wygra... Lech Poznań, finiszując niesamowicie, po zwycięstwie nad Podbeskidziem wskoczył na najniższy szczebel pudła i jedzie na ostatni mecz do Łodzi. Jeśli wygra tam z Widzewem, a Śląskowi i Ruchowi powinie się noga, Lech może zostać nawet mistrzem! Mało realne, ale jednak możliwe.

Śląsk jedzie na "mecz przyjaźni" z Wisłą w Krakowie. Wypada nam wszystkim wierzyć w to, że owa "przyjaźń" będzie widoczna jedynie na trybunach, a na boisku dominować będzie prawdziwa sportowa rywalizacja...

Niestety zewsząd słychać głosy, że Wisełka "podłoży" się Śląskowi, a będzie to o tyle łatwiejsze, że przetrzebiona kontuzjami i karnymi odsunięciami drużyna nie jest faworytem tej potyczki. Ale czy tacy zawodnicy jak Wilk, Sobolewski, Garguła, Kirm czy Genkow pozwolą sobie na odpuszczenie meczu w sezonie, w którym tak naprawdę nic nie wygrali? Inna sprawa, że trener Probierz jest wg. mnie swego rodzaju gwarantem tego, iż Wisła zagra na maximum swoich możliwości.

My zagramy w Chorzowie z Lechią, od kilku dni pewną utrzymania w Ekstraklasie. Mimo to, z pewnością nie możemy liczyć na żadną taryfę ulgową, gdyż Lechia będzie chciała pomóc - w sposób jak najbardziej sportowy - zdobyć tytuł mistrzowski Śląskowi, ponieważ kibice tych drużyn również darzą się sympatią. Ponadto po dwóch zwycięstwach z rzędu Gdańszczanie pewnie mają sporą ochotę na trzecie, w dodatku odniesione w jaskini lwa ;)

Ja ze swej strony mogę obiecać, że drużyna Ruchu zrobi wszystko, by wygrać swoje spotkanie. Powodów, by tak się stało mamy mnóstwo:

Po pierwsze, od dawien dawna Ruch Chorzów nie był tak blisko mistrzowskiego tytułu.

Po drugie, by nasłuchiwać wyników z innych stadionów najpierw musimy wygrać swój mecz, bo bez tego możemy spaść nawet na czwarte miejsce!

Po trzecie, remisy z Podbeskidziem, Górnikiem i ŁKS sprawiły, że od dosyć dawna nasi kibice czekają na nasze zwycięstwo w Chorzowie.

I wreszcie po czwarte, jeśli wygramy to zostaniemy minimum vice mistrzami Polski, a już to będzie ogromnym sukcesem naszego klubu. Ale prawda jest taka, że w Chorzowie i nie tylko wszyscy czekają na 15. majstra!
Trwa ładowanie komentarzy...